-Kocham cię.
-A ja ciebie...
Robert obejmował mnie mocno. Deszcz zamienił się w ulewę i cali mokrzy wbiegliśmy pod dach.
Na trubunach słuchać było gwizdy i oklaski. Wbuchnęłam śmiechem.
-Od razu lepiej-powiedział Reus, podchodząc i przytulając mnie.
Spojrzał na Roberta i podał mu rękę.
-Nie rań jej, stary...
-Nigdy więcej-odpowiedział Lewy i przytulił mnie do siebie.
-JAK MOGŁEŚ! CO TO MA ZNACZYĆ?!
Odwróciliśmy się jak na komende. Na szczycie schodków stała Anka. Jej włosy wydawałay się ciemniejsze z powodu deszczu. Wyglądała na wściekłą.
-Ania...-Robet wyciągnął rękę w jej stronę.
-Idź-szepnęłam-należy się jej wytłumaczenie.
Westchnął i spojrzał na mnie. Ścisnęłam jego rękę.
-Ania, musimy porozmawiać...
************************************************************
Stałam na korytarzu czekając, aż przestaną się kłócić.
-KOCHAŁAM CIĘ, WIESZ O TYM? NIE CHCIAŁAM CIĘ STRCIĆ...
-Ja też cię kochałem, ale to już przeszłość...
-ONA NIE JEST TEGO WARTA, ROBERT... ONA JEST CHWILĄ... ONA CIĘ ZOSTAWI, A JA NIGDY.... NIGDY...
Słyszałam jej płacz.
Oparłam się o ścianę i zamknęłam oczy.
-Kocham ją-powiedział cicho Robert.
Kopniak w drzwi. Znów płacz.
-Ja ciebie też kocham, Robert-szlochała Anka.
Co ja zrobiłam? Rozbiłam ich związek.
Uderzyłam głową w ścianę.
-Nie zostawiaj mnie proszę...
Kolejne uderzenie.
-To nie ma sensu-odpowiedział Robert.
Usłyszałam jego kroki.
-Magda?
-Idziemy?-zapytałam, otwierając oczy.
-Najwyższy czas...-objął mnie w tali.
-ZACZEKAJ!-krzyknęła Anka. Odwróciłam się, a Lewy nie chętnie zrobił to samo.
Spojrzałam prosto w jej pełne łez niebiessie oczy.
-Chcę z nią porozmawiać na osobności-rzuciła w jego stronę.
-Puść mnie-mruknęłam w stronę wkurzonego Roberta.
-Nie wydaje mi się, żeby to był do...
-Puść mnie-powtórzyłam.
Poszłam za nią za róg korytarza.
-Posłuchaj-nachyliła się w moją stronę-zniszczyłaś mi życie, moją przyszłość z nim, zniszczyłaś wszystko. Jesteś zwykłą sierotą... Nie wiem co on w tobie widzi... ale prędzej czy później wróci do mnie... poczekam...
-Anka-powiedziałam poprawiając torbę na ramieniu-upadłaś już i tak nisko... nie pogrążaj się.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę Roberta.
*******************************************************************
-Magda, idę na noc do Karoliny...
-Kupiła to mieszkanie?-zapytałam, przyciskając telefon do ramienia i wsiadając do taksówki.
-Taak-mruknął Szczęsny- wypróbujemy je...
-Jesteś obrzydliwy-parsknęłam i objęłam Roberta za szyję.
-Wiem-rzucił i rozłączył się.
-Gdzie jedziemy?-zapytał z przodu kierowca, przerywając nasz pocałunek.
Podałam adres mieszkania Wojtaka. Przynajmniej mieliśmy je tylko dla siebie.
******************************************************************
-Odwieś klucze...-mruknęłam mu w ucho, kiedy w końcu wtoczyliśy się do mieszkania.
Robert rzucił je niedbale na półkę i wziął mnie na ręcę. Kopniakiem zamknęłam drzwi.
Lewy przycisnął mnie do ściany. Po drodze zachaczyłam o wazon z kwiatami, który stał na komodzie. Spadł z hukiem na podłogę.
Wybuchnęliśmy śmiechem.
Pomogłam mu ściągnąć koszulkę. Rozpią moją skienkę, która delikatnie opadła na podłogę.
Wpadliśmy do sypialni. pomiędzy pocałunkami, zgarnął wszystkie ubrania leżące na łóżku na podłogę. Rzucił mnie na poduszki i rozpią pasek.
Telefon zaczął wściekle wibrować na półce obok.
Spojrzeliśmy po sobie i znów wybuchnęliśmy śmiechem.
-To nie moje mieszkanie-mruknęłam. Zakopaliśmy się w pościeli.
-Kocham cię-powiedział.
-A ja ciebie-wyszeptałam.
*******************************************************************
Połóżyłam się na jego klacie. Jedną ręką głaskał mnie po głowie, a drugą przyciskał do siebie.
-Dobrze mi-mruknęłam, podnosząc oczy.
Uśmiechnął się wesoło.
-Jeszcze raz?-podnisołam się na rękach i pocałowałam go w usta.
-Z przyjemością-mruknął i obrócił mnie na plecy.
****************************************************************
-Nie mam siły-powiedziałam ze śmiechem, opadając na poduszki.
-Jesteś piękna-powiedział kładąc się obok z uśmiechem. Obrócił się na bok i delikatnie gładził moją talię.
-Porozmawiamy?-zapytałam, także odwracjając się w jego stronę.
-No tak.. Cała Magda.. Najpierw seks, później rozmowa-powiedział kręcą głową.
Parsknęłam śmiechem.
-To ty mnie tu zaciągnąłeś...
Połóżył się nademną. Rękami podbierał się obok mojej głowy. Spojrzał mi w oczy.
-Jestem silniejszy, więc się ze mną nie kłóć-powiedział i pocałował w usta-chciałaś o czymś porozmawać-dodał pomiedzy pocałunkami.
-Nie mogę się skupić-mruknęłam-Robert...
***************************************************************
Opadłam na poduszki i przeciągnęłam się leniwie.
-Teraz się skup, bo ja na prawdę nie mam już siły...
-Nie masz siły?-zapytał ze śmiechem, obejmując mnie-nie wydaje mi się...
-Robert, chciałam porozmwaiać o... o nas...
-W takim razie, proszę-powiedział układając się wygodnie. Położyłam się na jego klacie.
-Dlaczego mi wtedy tak powiedziałeś?-zapytałam patrząc w okno.
-Kiedy?-mruknął.
-Kiedy przyjechałeś do Londynu... Powiedziałeś...
-Pamiętam co powiedziałem-przerwał mi, nagle naprężając mięśnie.
Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy, czekając, aż doda coś więcej.
-Żałuję tego-mruknął w końcu-myślałem, że z Anką muszę już ułożyć sobie życie... no wiesz zaręczyny i tyle lat razem... to coś znaczyło...
-Ale?-zapytałam. Położyłam się na swojej poduszce, zastanawiajając się, czy dobrze zrobiłam, tak łatwo się z nim godząc.
-Ale cię wtedy zobaczyłem...-westchnął i przekręcił się w moją stronę-wyglądałaś... byłaś moja-zlbiżył się i pocałował mnie w usta.-Sama słyszałaś... zerwałem z Anką dla ciebie...
-Co teraz z tym zrobimy?-obróciłam głowę w jego stronę.
-Chyba przeprowadzę się do Londynu-powiedział Lewy uśmiechając się słodko-wiesz... rozmawiam już z jednym klubem...
Usiadłam prosto.
-Chcesz mi powiedzieć, że będziesz grać tutaj?-zapytałam zaskoczona.
-Tak, ale nie w Arsenalu...-powiedział opierając się na łokciach.
Wybuchnęłam śmiechem.
-W jakim klubie?
-Nie powiem ci, przecież...
-Powiedz.
-Nie.
-Tak.
-Nie-uśmiechnął się do mnie wesoło.
-Wkurzasz mnie.
-Też cię kocham.
***********************************************************************
Razem zrobiliśmy śniadanie i wyszliśmy na balkon żeby oddychnąć świerzym powietrzem. Na ulicy panował niespotykany tłok.
-Co tam się dzieje?-zapytałam upijając łyk swojej kawy.
Robert spojrzał w dół i szybko zebrał tacke z jedzeniem.
-Cholera... Idziemy do środka...
-Ale o co chodz...
Lewy wepchnął mnie do sypialni i zamknął drzwi balkonowe.
Stałam na środku pokoju, przyglądając mu się podejrzliwie.
-Paparzazzi-powiedział tylko, wkładając ręce do kieszeni dresów.
-Jak to paparazzi?
-Normalnie... Nie wiesz, że co jakiś czas twoje zdjęcia pojawiały się w gazetach?
Widząc moją zdziwioną minę, westchnął.
-Magda, oni mieli niezwykle dużo radości kiedy upijałaś się z koleżankami-lekko się zaróżowiłam-kiedy spotykałaś się z Balotellim...-przerwał i chrząknąl znacząco.
-No co...
-Albo kiedy chodziłaś na zakupy z Karoliną...
-Przecież bym ich zauważyła...-mruknęłam podchodząc do okna i wyglądając na ulicę.
-Teraz nie dadzą nam spokoju... Oni nas zjedzą... Po tym co widzieli na stadionie będziemy jedną z najsławniejszych par-mruknął mi w ucho, poddchodząc bardzo blisko. Kiedy odwróciłam się w jego stronę nasz nosy prawie się stykały.
-Przeszkadza nam to?-wyszeptałam z zawadjackim uśmiechem.
-Zależy co będziemy robić...
-Czy ja wiem...-powiedziałam i pocałowałam go w usta. Wziął mnie na ręce i posadził na stole.
-No wiesz, w sumie to... ja też nie wiem...-powiedział ściągając moją koszulkę.
-JA ZA TO SIĘ DOMYŚLAM-powiedział głośno Szczęsny stając w progu.
-Wojtek-powiedziałam ubierając koszulkę-co ty tu do cholery robisz?
-Mieszkam?-zapytał przechodzą obok nas i zabierając z naszej tacki jabłko.
Robert otarł kcikiem usta.
-Stary, nie uważasz, że nie powinno się przerywać takiej chwili?-zapytał.
-Nie no, nie przeszkadzajcie sobie-mruknął Szczęsny i usiadł na krześle, przy stole. Głowę oparł na rękach i ciekawie nam się przyglądał, gryząc jabłko.
Oparałm się czołem o ramie Roberta.
-Wojtek, nienawidzę cię-mruknęłam.
-Mogłabyś zejść z tej szafki? Chcę sobie na niej robić kanapki, a będzie to obrzydliwe jeżeli pomyślę sobie co na niej robiliście-powiedział Wojtek.
-No właśnie nic nie robiliśmy-Lewy wziął mnie na ręce-idziemy do sypailni... nie masz tam żadnych załatwień?
-Okaże się...
*************************************************************
-Czy mogłabyś ciszej krzyczeć?-zapytał Szczęsny waląc w drzwi do sypialni.
-To, że ty dziewczyny nigdy nie doprowadziłeś do takiego stanu, nie znaczy, że ja nie potrafię-powiedział Robert uśmiechając się do mnie.
Oparłam się o jego ramie.
-Muszę sobie kupić mieszanie...-mruknęłam całując go w usta.
-Pomogę ci wybrać i jeżeli chcesz to dam ci na nie kasę...
-Mam już trochę na koncie.. Trochę zarobiłam w BVB, a teraz w Arsenalu też nie jest najgorzej...
-Wiesz, że za nie długo będę musiał wrócić do Niemiec? Okienko transferowe jest dopiero w grudniu...
-To nic... Teraz muszę skupić się na nauce, bo nie chce mieć znowu poprawy w sierpniu-mruknęłam.
-A przy mnie się nie skupisz?
Pocałował mnie i uśmiechnął się wesoło.
-Nie..-oddałam pocałunek i wybuchnęłam śmiechem-sam widzisz...
************************************************************
-Kiedy się zobaczymy?-zapytałam, stojąc na lotnisku w objęciach Roberta.
-Nie wiem... Ale postaram się coś wykombinować...
Wokół nas pełno było fotoreporterów, którzy głośno nas zaczepiali i robli zdjęcia gigantycznymi aparatami z fleszem.
Podszedł do nas Wojtek i Karolina, przytuleni do siebie. Obydwoje mieli ciemne okulary. Uśmiechnęłam się na ich widok.
-Co jest czarnuchy?-zapytałam.
-To nie jest śmieszne-mruknęła Karolina, która nadal miała problemy z Flo Ridą, którego obraziła.
-Ruszcie się-powiedział Wojtek, spoglądając na zegarek-dzisiaj mamy obejrzeć to twoje mieszkanie...
-Pogadamy?-zapytał go Robert, ciągnąc za rękaw.
-Jasne...
Lewy przytulił mnie ostatni raz i poszedł z Wojtkim w stronę odprawy. Ja z Karoliną ruszyłyśmy w stronę samochodu, starając się jak najszybciej przecisnąć przez ciekawy tłum gapiów.
-Stałyśmy się sławne-powiedziała Karolina zapinając pas.
-I co o tym myślisz?-zapytałam uśmiechając się wesoło pod nosem.
-Należało się nam to...
-PIĄTKA BITCH HAHAHAHA- krzyknęłam przybijając z nią piątę.
-Wojtkowi też się to podoba-powiedziała Karolina, poprawiając makijaż w lusterku.
-Lubi być w centrum uwagi-zauważyłam pogardliwie.
-Dokładnie ta ja my-Karolina odwróciła się do mnie z uśmiechem.
Wybuchnęłam śmiechem.
**************************************************************
Wojtek podrzucił mnie pod mieszkanie, które miałam obejrzeć, a sam zabrał Karolinę na obiad.
Oczywiście, ja jak zwykle zostałam głodna.
Byłam lekko zestresowana. Powoli weszłam na 2 pietro i delikatnie zastukałam do brązowych drzwi. Kamienica, w której mieściło się mieszkanie była jasno- niebieska.
-Proszę wejść-usłyszałam miły głos.
Delikatni pchnęłam drzwi. W środku było przytulnie. Ściany i meble były białe, a w wazonach stały świeże kwiaty.
-Dzień dobry...-powiedziałam nieśmiało.
Przy stole siedziała starsza kobieta.
-Witaj-uśmiechnęła się przyjaźnie- usiądź... herbatki?-zapytała, nalewając sobie i wskazując na pustą białą filiżankę na przeciw siebie.
Nieśmiało zajęłam miejsce.
-Jestem zainteresowana kupnem tego mieszkania- powiedziałam od razu.
Kobieta wybuchnęła wesołym śmiechem.
-Weź sobie ciasteczko...
Nim zdążyłam odpowiedzieć, mój telefon zaczął wibrować w torebce.
-Przepraszam-powiedziałam, różowiąc się lekko- myślałam, że wyciszyłam dźwięki...
-Spokojnie... Odbierz-powiedziała kobieta.
Spojrzałam na wyświetlacz. Janek Szczęsny.
-Siema, co jest?-mruknęłam do telefonu.
-Cześć, jestem w Londynie na lotnisku, zaraz będę u was...- krzyknął starszy brat Wojtka, próbując przekrzyczeć harmider na lotnisku.
-Nie ma mnie w mieszkaniu... Janek?
-No co?
-Może pomożesz mi wybrać mieszkanie?
-Podaj adres...
************************************************************
-Zaraz przyjedzie tu mój...-zaczęłam, chowając telefon do torby.
-Chłopak?-zapytała kobieta uśmiechając się.
-Nie-wybuchnęłam śmiechem-brat chłopaka mojej przyjaciółki, u którego mieszkam...
Ktoś tu gubi się w zeznaniach.
-Rozumiem-powiedziała kobieta, marszcząc brwi.
-Nie przedstawiłam się... Magdalena...
-Tak, tak wiem... Widziałam cię w gazetach...
Zaróżowiłam się lekko.
-Jestem Mary-przedstawiła się.
-Miło mi.
***********************************************************
Janek przyjechał po kilku minutach i kiedy Mary poszła do kuchni (uroczej kuchni, mojej przyszłej kuchni), nachylił się w moją stronę.
-Jadłaś to?-zapytał, wskazując ciasteczka.
-Nie...
-To dobrze.. Słyszałem o mafii, która wykorzystuje starsze babcie do zabijania ludzi...
Mary weszła do pokoju.
-Twoja herbatka-podała filiżanke Jankowi. Spojrzał na mnie porozumiewawczo, jakby potwierdzając swoje obawy na temat kobiety.
Rzeczywiście Janek, teraz nikomu nie można ufać.
-I co myślicie o mieszkaniu?-zapytała Mary siadając na przeciwko.
-Cudowny-powiedziałam.
-Jest w centrum miasta-dodał Janek.
-To co... bierzemy?-zapytałam go, z uśmiechem.
-Chyba tak...
-Bardzo się cieszę-powiedziała Mary, klaskając w dłonie-Janku, weź sobie jeszcze ciasteczko...
*********************************************************
PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO NIC NIE DODAWAŁAM... ALE TESTY GIMBAZJALNE.... GRRRYYYYY... TERAZ ZEPSUŁ MI SIĘ KOMP :C DZIĘKI KARNA, ŻE POŻYCZYŁAŚ MI SWOJEGO :D
CZEKAJCIE NA KOLEJNY ROZDZIAŁ KOCHANI <3
WIECIE, ŻE MNIE KOCHACIE <3
MAGDA
















Najlepszy blog ever!!
OdpowiedzUsuńNajlepsi czytający ever <33
UsuńJestem zakochana w Twoim blogu dodaj szybko następny rozdział! Czekamy :*
OdpowiedzUsuńaż chce się pisać, jak czyta się tak miłe komentarze :*
UsuńZdecydowanie mój najulubieńszy blog! :)
OdpowiedzUsuńzdcydownanie moi najulubieńsi czytelnicy <33
Usuń