piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 10.

-Daj spokój-powiedziałam po raz setny, poprawiając poduszkę-to nic nie zmienia...
-Ale..-zaczął Wojtek siadając na łóżku.

-Nie!
-Magda...
-Nie wzywaj mojego imienia nadaremno-powiedziałam i zakryłam głowę jaśkiem.
-Czyli mam rozumieć, że nawet do niego nie zadzwonisz?-zapytał ściągając podkoszulek.
-Fuj, nie czaruj mnie swoim widokiem-powiedziałąm ze śmiechem.
-Zadałem pytanie...
-Przepraszam, ale rozproszył mnie twój widok-spojrzałam  na jego klatę,w myślach porównując ją z klatą Lewego.
-Odpowiedz.
-Nie, nawet nie zadzwonię-powiedziałam i znów przykryłam głowę jaśkiem. Robert miał lepszą.


***********************************************************************

-To jest cham-powiedziała Karolina.
-Ale kto? Robert czy Wojtek?-zapytałam. Siedziałyśmy w jej pokoju w campusie. Opowiedziałam jej o tym czego się dowiedziałam.
-Jeden i drugi...
-Ciągle o nim mówisz-szturchnęłam ją w żebra-czyżby...

-Nie..
-UHUHUHU-zaczęłąm się śmiać.
-Zamknij się-mruknęła i uderzyła w ramię.

-Agresja rodzi agresję-krzyknęłam i ze śmiechem jej oddałam.

************************************************************************


  Co miałam czuć?
  Mężczyzna, którego kochałam, któremu się oddałam...
  Jezu, jak to brzmi.
  ...przed którym uciekłam do Londynu, był wolny. Rozstał się z kobietą, która go oszukała i była szansa, że...
   Nie, nie było szansy.
  Przecież rozstaliśmy się przez ciążę Anki, a skoro to było kłamstwo i żadnego dziecka miało nie być...
  To by było zbyt proste.

*****************************************************************

-Magda, zakochałem się i nie wiem co dalej-powiedział Wojtek stając nade mną.

  Jadłam śniadanie i kanapka, którą gryzłam wypadła mi z ręki.
-Chodzi o Karolinę?-wydusiłam.

-Tak, no przecież wiesz-mruknął i usiadł naprzeciw mnie-ona mnie nienawidzi....
-Jesteście jak dzieci-powiedziałam.
-Co mam zrobić?-zapytał błagalnie.
-Idź do kwiaciarni, kup duży bukiet, ale-urwałam, żeby się napić herbaty-naprawdę duży... Podam ci adres jej mieszkania w campsie. Pójdziesz tam i ładnie przeprosisz...
-Nie podwiozę cię od szkoły...
-Idź już-machnęłam ręką.
  Wybiegł z pokoju. Po chwili wrócił i cmoknął mnie w czoło.
-Jesteś kochana.
  Złapał kluczyki i trzasnął drzwiami.

*******************************************************************
*******************************************************************


-Cześć-powiedział Szczęsny stając w drzwiach.
   Karolina przez chwilę zastanawiała się czy on zawsze wygląda tak słodko i pokornie.


-Czego chcesz?-zapytała ostro.
-Mam tu dla ciebie...-wyciągnął bukiet-przyszedłem cię przeprosić... jestem dupkiem, ale zakochałem się i czuję się źle, bo wiem, że...

-Wojtek...

-Ok, nie jestem doskonały, ale... staram się jak mogę i...-czuł się głupio.
  Spojrzał w jej oczy.
-Przepraszam.
  Karolina uśmiechnęła się i złapała go za rękę.Nim drzwi się zamknęły, już się całowali.


********************************************************************
********************************************************************

  Nie poszłam do szkoły, po raz kolejny.
  Siedziałam przed laptopem, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.

-Wojtek, jeżeli zapomniałeś kluczy-mruknęłam ściągając słuchawki-to cię zabiję...
  Przeszłam przez korytarz i stanęłam przed lusterm.

Automatycznie otworzyłam drzwi.
-O co cho...-zaczęłam, odwracając się w stronę gościa i zamarłam.
  Niemożliwe.
  To nie może być on...
-Cześć-powiedział po chwili milczenia.
  Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.
-Jest Wojtek?-zapytał lekko zmieszany Robert.
 Ogarnij się człowieku! Przeprowadź rozmowę na poziomie.
 Chrząknęłam.
-Cześć-odpowiedziałam-nie ma-dodałam i zatrzasnęłam drzwi.
 Nie źle. Kontakty między ludzkie to moja specjalność.
Dzwonek zaprzęczał po raz kolejny, więc automatycznie otworzyłam. Nadal stał na wycieraczce , z rękami w kieszeniach.

-Mogę wejść?-zapytał.
-Nie... Znaczy oczywiście...-przepuściłam go.
  Stanął na środku korytarza, więc zamnknęłam drzwi i  go minęłam.Poszłam do sypialni i  założyłam słuchawki,próbując  uspokoić pracę serca.
  Przez chwilę nawet udało mi się zapomnieć, że jest kilka metrów ode mnie.
 Tylko przez chwilkę.
-Magda.
  Myślałam, że jak zamknę oczy to nie będzie mnie widział....
-Robert-ściągnęłam słuchawki. Nawet wymawianie tego imienia sprawiało mi trudność.
  Stał w drzwiach pokoju i przypatrywał mi się.
  Dlaczego musisz mieć takie niebieskie oczy?!
-No dobra, na co mam liczyć?-zapytałam wstając i podchodząc do niego-po co przyjechałeś?

-Szukam Anki.

  NO TAK, SZUKA ANKI LOL.
-Tej oszustki?-zapytałam spokojnie.
-Nie musiała by kłamać, gyby nie ty-powiedział oschle.

  ŻE CO PRZEPRASZAM.
-Słucham?-czułam się jakbym dostała.... w twarz... krzesłem...

-Nasz związek rozpadł się przez ciebie...

  AHA.
  Starałam się opanować łzy.
-Robert, żartujesz?-zapytałam, patrząc w jego niebieskie oczy-wykorzystałeś mnie, a teraz...
  PIĘKNIE, MADZIA SIĘ WKURWIŁA.
-TY SKURWIELU-krzyknęłam i walnęłam go w twarz-NIENAWIDZĘ CIĘ! WYNOCHA Z TEGO MIESZKANIA, IDŹ KURWA SZUKAĆ TEJ SUKI!
 Niespodziewał się, że dostanie w twarz. Wypchnęłam go na klatkę schodową i zarzasnęłam drzwi.
Oparłam się o nie i zaczęłam płakać.



***************************************************************************


-Madziunia!-Wojtek zatrzasnął drzwi i z uśmiechem wszedł do sypialni.
  Leżałam skulona na łóżku.
-Płaczesz?

-Nie, podlewam rzęsny-zaszlochałam.
  Spanikował.
-Ale dlaczego?
-Daj mi spokój...
-Madzia co się stało-usiadł na łóżku obko mnie.

-Był tu.
-Kto...?-zaczął Szczęsny-O.
-Wooojteek on powiedziaaał, żeeee to przezemnieeeee rozstał się z Aaanką-zawyłam przytulając się do niego.
-Przecież nie...-zaczął Wojtek i objął mnie-nie płacz no...


**********************************************************************

-Gratuluje-powiedział przezes Kononietrów uśmiechając się do mnie promiennie-mamy cię-szturchnął mnie żartobliwie w bok.

-Hehe-zaśmiałam się nie szczerze i oddałam mu mocniej. Wojtek upomniał mnie spojrzeniem.
  Właśnie skończyłam podpisywać papiery.Sprzedano mnie z BVB za 200$. Nie dużo, ale za dziewczynę nie mającą 18 lat to i tak nie zła cena.
  Musiałam się ubrać elegancko i  bluzka uwierała mnie.

-Idziemy już?-zapytałam Wojtka, ciągnąc go za rękę.
-Czekaj-szepnął-widzisz, że prezes ma ci coś do powiedzenia.
-Czy nie mogłabym w tym czasie iść pograć z chłopakami?-zapytałam szeptem.
-Zamknij się.

  Wyjrzałam przez okno. Prezes zaczął opowiadać o swoich początkach w klubie, o niezbadanych wyrokach boskich i różnych nie ciekawych duperelach.
  Jego asystent siedział naprzeciewko mnie. Kiedy na niego spojrzałam, posłał mi zalotny uśmiech.

Zmierzyłam go spojrzeniem i zajęłam się pisaniem smsów do Karoliny.


Ja: Jesteście razem?

                                 Karolina: O czym ty mówisz :p

Ja:Wal się :D wrócił do domu nad ranem.

                                  Karolina: Był u mnie...

Ja: UHUHUHU?

                                Karolina:NIE! ale tak, jesteśmy ze sobą.

Ja:Gratulacje, ja włąśnie podpisałam papiery i w sobote gram pierwszego mecza.

                                Karolina: Pewnie zawalisz lol hahhaa :D muszę iść bo Tomke krzyczy.

ja: LOL.



-Magda-powiedział prezes. Podniosłam wzrok. Wszyscy stali z kieliszkami szampana w rękach.
-Oj...-chwyciłam mój sok i schowałam telefon. Prezes stuknął w moją szklankę swoim kielszkiem i życzył mi wszystkiego dobrego.

   Było mi to obojętne.

*********************************************************************


  Na pierwszym meczu poszło mi zajebiście. Już w 5 minucie zdobyłam gola, który przesądził o wyniku spotkania. Kibice szybko mnie polubili i był nawet jeden transparent: "WELCOME MAGDA".

  Kiedy go zobaczyłam uśmiechnęłam się szeroko.
  Chłopaki bali się o moją odporność. Na stadionie ciągle słychać było gwizdy strony przeciwnej.
-Przerabiałam już to w Niemczech-rzuciłam do Podolskiego,który biegł obok i klepnął mnie w plecy.
  Po wygranym meczu, siedziałam w szatni i przeglądałam zawartość mojej szafki.
-Co to ma znaczyć?-zapytał Wojtek. Zdziwiła mnie jego mina. Był zły, chociaż odkąd przeprosił Karolinę ciągle się uśmiechał. Podał mi zmięty papier.u góry była rozmazana pieczątka mojej szkoły.

-No kurwa-mruknęłam. Sama go wyrzciłam. W szatni było cicho. Nawet Ox nie kłócił się z Giroud.
  No zajebiście, Szczęsny mnie zabije.


-Nie ma się co denerwować...
-MAGDA, TY NIE PRZEJDZIESZ! MASZ MIEĆ EGZAMIN W SIERPNIU!
-Oj tam, oj tam...
-CIĄGLE WAGARUJESZ, NAWET JAK CIĘ PODWOŻĘ DO SZKOŁY, TO TY UCIEKASZ!
-Daj spokój...
-IDĘ DO TRENERA-krzyknął i ruszył przez szatnię do drzwi.
-WOJTEK, NIE!
 Złapałam go za rękę i próbowałam go zatrzymać. Zamiast tego, zaczął ciągnąć mnie za sobą.
-Wojtuś, ja to poprawię, obiecuję!-zawyłam. Zatrzymał się.
-Wiem, że to poprawisz-powiedział-od dzisiaj zero laptopa, komórki... Tylko nauka i terningi.
-Aż tak to chyba nie..
  Szczęsny ruszył w stronę drzwi.
-NO DOBRA!-krzyknęłam, myśląc jak dam radę, bez internetu.
  Podszedł do mnie Walccot.
-Powodzenia mała-przyjacielsko poklepał mnie po ramieniu.
-A jak nie...-Giroud poprawił torbę na ramieniu-...to będziesz czyścić kible...

  Wybuchnęłam śmiechem i złapałam swoje rzeczy. To miały być najgorsze wakacje, jakie kiedy kolwiek przeżyłam.


********************************************************************


-Kim chcesz zostać w przyszłości?-zapytał mnie kiedyś Robert.
-Piłka to chyba chwilowa zabawa...-odpowiedziałam mu wtedy.
-No to kim?-dopytywał się, a w jego niebieskich oczach tańczyły wesołe ogniki.
-No czy ja wiem... Prawinikiem?-powiedziałam nieśmiało.


  Siedziąc w pokoju Wojtka pomyślałam, że kiedyś miałam marzenia. Do czegoś dążyłam, teraz nic nie miało sensu. Zakochałam się dość niefortunnie i było mi wstyd. Próbowałam się zasłonić od tego, robiąc głupoty.
  Złapałam książki i torbę.
-Gdzie się wybierasz?-Wojtek pojawił się w drzwich.
-Do parku-odpowiedziałam-no co?-zapytałam widząc jego minę-idę się uczyć.
-Czyżby?

  Spojrzałam mu w oczy.
-Tak.
  Myślałam, że się nie zgodzi, ale przepuścił mnie w drzwiach. Ubrałam buty i złapałam klucze. Już miałam wychodzić, gdy coś mnie zatrzymało. Rzuciłam torbę na podłogę i podeszłam do Szczęsnego, który nie ruszył się z miejsca.
  Przytuliłam go.
-Przepraszam, Wojtek-wydusiłam.
-Madzia-powiedział-ja rozumiem.
  Uśmiechnęłam się  i wyszłam.


************************************************************

-I jak?-zapytała Karolina. Czekała przed salą, w której pisałam poprawkowy test.

-No...
-No??
-Coś tam napisałam-powiedziałam.
   Poprawiłam sukienkę i usiadłam obok niej na ławce. Czekałyśmy na wyniki. Komisja miała ocenić pracę na miejscu.

-Zapraszam-powiedział dyrektor, pojawiając się na korytarzu-spokojnie-dodał widząc moją minę i wpuścił mnie do sali.
  Komisja składała się z 3 nauczycieli i jednego nadzorującego. Po raz pierwszy spotkałam się z taką sytuacją. W Polsce dobrze się uczyłam i zawsze miałam świadectwa z paskiem. Najwyraźniej ludzie się zmieniają.
-Zawaliłaś ten rok-powiedziała strasza kobieta. Przyjrzała mi się z uśmiechem-widać, że jesteś miłą dziewczynką...
  Mimo woli odwzajeminiłam uśmiech.
-Zdałaś-powiedział wysoki mężczyna uczący matematyki.
  Przyglądałam się im ze zdziweniem.
-Słucham?
-Masz dość wysoką notę-dodał dyrektor z uśmiechem.
-Czyli... przechodzę dalej?-zapytałam z niedowierzeniem.
-Tak-cała komisja była teraz uśmiechnięta.
  Rzuciłam się do przodu i przytuliłąm przez stół kobietę, pana dyrektora i zaskoczonego matematyka. Pani od angielsiego, sama wyszła z ławki i podała mi rękę. Chwilę później próbowała oswobodzić się z mojego radosnego uścisku.
-JEEEESSSTT-krzyknęłam głośno i ruszyłam w stronę drzwi.

  Komisja zaczęła się zbierać do wyjścia.
  Zatrzymałam się i powoli cofnęłam do sali. Stanęłam przed stołem.
-Chciałam przeprosić-powiedziałam patrząc w oczy dyrektorowi-nie powinnam dopóścić do tego...-wskazałam ręką stół na którym leżał mój test-w tym roku już nikogo nie zawidę. Dziękuję, za.. za wszystko...
-Miło mi to słyszeć-powiedział dyrektor i uśmiechnął się do mnie-masz teraz tydzień wakacji...
  Wybuchnęłam śmiehcem.
-Magda-zawołała za mną pani od angieskiego. Odwróciłam się do niej-macie wygrać przyszły mecz-powiedziała z uśmiechem. Ukłoniłam się nisko i wybiegłam z klasy. Usłyszałam jeszcze, jak mówi do pozostałych, że będą ze mnie ludzie.

***************************************************************


-Woooojteeek-wpadłam na stadion razem z Karoliną-nie będziesz krzyczeć?
-Kible czekają-powiedział Giroud.
-Zawaliłaś?-Szczęsny patrzył na mnie z niedowierzeniem.
-I do tego jestem w ciąży-powiedziałam płaczliwym głosem i przytuliłam się do Podolskiego.
-Ze mną-powiedział Lukas łapiąc mnie w pasie i podnosząc do góry.

  Wojtek spojrzał na niego, na mnie, na Karolinę i znów na mnie.
-Ty...-zaczął.
-Tak, żartuje hahahahaha...
  Chłopaki wybuchnęli głośnym śmiehcem.
-Trenerze-zaczął Ox-może dzsiaj trochę wcześniej skończymy...

-A idźcie...-machnął ręką Wenger i kiwną na swojego asystenta.

-DO SZATNI, A PÓŹNIEJ IMPREZA!-krzyknął Giroud, wyprzedzając Karolinę i Wojtka.
  Odwróciłam się do przyjaciółki w momencie kiedy Wojtek nachylił się, żeby ją pocałować.
-Jesteście obrzydliwi-powiedziałam ze śmiechem i szybko odwróciłam wzrok.


   Też bym tak chciała... Oczywiście nie z Wojtekim...

********************************************************************

-To dzisiaj-powiedział Wojtek w samochodzie.
  No naprawdę Szczęsny, jesteś geniuszem.
  Nadszedł dzień meczu z BVB. Byłam zdenerwowana. Bałam się spotkania z Lewym, ale stęskniłam się za chłopakami.
-Nawet dobra widoczność-paplał Wojtek. Ubrałam okulary i spojrzałam na oświetlone wrześniowym blaskiem domy.
  Przed stadionem pełno było żółto-czarnych szalików.

  Weszliśmy szybko do szatni.
-Co tam?-zapytał Podolski, podchodząc do nas.
  Wojtek spojrzał na niego nieufnie, a później zmierzył spojrzeniem mój brzuch.

  Wybychnęliśmy śmiechem.
-Mówiłam ci, że nie jestem w ciąży-powiedziałam, szturchając Szczęsnego.
-No ja myślę...
  Podolski objął mnie w pasie.
-Lepiej ją zostaw-powiedział  Wojtek i pociągnął mnie na bok.
-Magda-powiedział asystent trenera wchodząc do szatni.
  Nie miałam koszuli i w samym sportowym staniku odwróciłam się w jego stronę.
-Co?
  Szczęsny wziął swój ręcznik i przykrył mnie nim.
-Mam dla ciebie list-podał mi grubą, białą kopertę.
-Dzięki...-spojrzałam na adres nadawcy i cicho gwizdnęłam.
-Kto?
-PZPN...
-Wiedziałem, że prędzej czy później cię powołają...-mruknął ubierając korki-mino tego, że w Polsce cię nienawidzą...
-Nienawidzą, powiadasz?-ugryzłam jabłko-... fajnie..

-Oj, daj spokój...-poczochrał mi włosy.
-Jest ten cały Lewnadowski?-zapytał Giroud, podchodząc do nas.
-Jest... z NARZECZONĄ-odpowiedziałam. Wojtek ze zdziwenim mi się przyjrzał.
  Podsłuchałam jego rozmowę z Lewym. Szczęsny szybko się tego domyślił.
-Magdaleno, jestem zdruzgotany-powiedział, posyłając mi w jego mniemaniu seksowny uśmiech. Zapomniał tylko, że na mnie on nie działa.
-Nagram kiedyś jak mówisz takim tatusiowatym tonem i wrzucę na youtube-krzyknęłam, wyrywając mu rękawicę i w biegu rzucając ją w bok.
-A ja kiedyś wyrzucę cię w Krakowie, z szalikiem Legii-krzyknął goniąc mnie i w locie łapiąc rękawicę.

-Zapomniałam, że tylko ja jestem taka mała-powiedziałam, patrząc z podziwem na jego długą rękę.
-Oj tam, oj tam, krasnalu..
-Chyba ci!
-Podskakuj, mała!
-Zabieraj łapę z mojej głowy!
-Madziu, powtarzaj za mną:jestem kwatem lotosu... ammm...
-MOJA GRZYWKA!
-JESTEM KWIATEM LOTOSU...
-NIENAWIDZĘ CIĘ!
-AUA, BEZ KOPANIA!
-CISZA!-ryknął trener, wchodząc do szatni. Wojtek natychmiast mnie póścił i zrobił głupią minę.
-Ten mecz jest ważny!-krzyknął trener.
-Jak każdy...-mruknął Szczęsny, niby przypadkiem czochrając grzywkę, którą dopiero co ułożyłam. Ox parsknął śmiechem, widząc jak wyglądam.
  Trener chwilę przynudzał, po czym zwrócił się bezpośrednio do mnie:
-Magda, wystawiam cię dzisiaj...
-Super...-przerwałam.
-....dopiero w drugiej połowie.-dokończył stanowczo Wenger.

-COO?
-CHYBA SIĘ  PANU COŚ POMYLIŁO...
-DZISIAJ GRAMY Z BVB, JAK MY SOBIE PORADZIMY?
-ZAWRIOWAŁ PAN?
-CISZAA!-ryknął znowu terener-to jest moja taktyka, jasne?

-Wal sie kutasie-mruknął Ox.

*********************************************************************

  Siedziałam i patrzyłam jak Wojtek po raz kolejny broni strzał Lewego.

Po 7. minutach straciłam wiarę w naszą drużynę. Atak nie mógł przecisnąć się pod bramknę Weidenfellera.
  Wenger obok krzyczał i chodził w kółko. Klopp chwialił chłopaków z BVB i uśmiechał się co jakiś czas do mnie, co doprowadzało do szału Wengera.

  Giroud był faulowany i Subotic dostał żółtą kartkę.
-Nie dam rady-krzyknął do trenera-zamień mnie za Magdę...
-ONA WEJDZIE PÓŹNIEJ-odkrzyknął mu Wenger..
  Nareszcie zabrzmaił gwizdek oznajmiający koniec pierwszej połowy. Chłopaki źli podbiegli do trenera.
-Wpuszczaj Małą-powiedział Podolski.
-Nie ma w ogóle ataku..-dodał Ox.
-Dawaj Magdę-powiedział Wojtek.
-Do szatni!-zarządził trener.

-Nie mamy szans.. tylko ona...
-ZAMKNJCIE SIĘ-ryknął zdenerwowany Wenger-Dawniej wygrywaliśmy bez niej!
-Wtedy był jeszcze van Persie...
-Jak jej nie wpóścisz na boisko, to sam idź sobie broń te niemieckie bomby-powiedział chłodno Szczęsny, odpinając rękawice.

-I sam sobie idź na atak...
-I sam sobie bądź pomocnikiem...
-...i obrońcą...
-W taki razie, dobrze-powiedział trener, czerwony na twarzy-przygotuj się-warknął w moją stronę.
  Piłkarze Arsenalu wybuchnęli wesołymi krzykami.

 Kilku zawodników BVB wychodzących z szatni odwróćiło się w naszą stronę. Wśród nich był Robert, który uśmiechnał się pod nosem, widząc, że powoli się rozgrzewam.

-Jeszcze dwie mintuty-powiedział asystent, zabierając mój swetr.
  Wojtek podeszedł do mnie.
-Wiesz, że będzie ciężko?-zapytał.
-Wiem.
-Magda...-położył swoje duże dłonie na moich ramionach, zmuszając bym spojrzała w jego oczy-jest źle.. niby jest 0:0 ale wystarczy chwila nieuwagi i...-spojrzał  stronę bramki.
-Co mam robić?
-Cofnij się trochę i rozgrywaj piłkę na środku... Nie atakujcie, bo to nie ma sensu, najważniejesze jest urzymanie tego wyniku, ok?
-Czyli mają się nie przecisnąć na naszą połowę?-zapytałam, zakręcając wodę.
-Magda, oni cię znają... wiedzą jak grasz, będą cię blokować... znają cię, ale jak trener każe im faulować, to będą faulować...
-Jak Lewy im każe-poprawiłam go-Klopp nie zniża się do takich słabych rozgrywek...
-Nieważne...-mruknął Wojtek-musisz uważać i być czujna.. -poklepał mnie po ramieniu.
-Dam radę-powiedziałam. Byłam skupiona i zła. Chciałam się zemścić...
-Wiem-odpowiedział Wojtek, idąc w stronę bramki-wiem, krasnalu...

******************************************************************

   Po pierwszym gwizdku piłka zostałą natychmiast skierowana do mnie. Przywitałam się w biegu z Piszczkiem, Reusem i przybiłąm piątkę z Gotze.

  Kibice byli dobrze nastawieni. Pamiętali, że grałam dla BVB i szło mi nie źle, więc obyło się bez gwizdów.Na stadionie było kilka biało-czerwonych flag, co mnie uciesyzło.
  Lekko cofnięta na połowę Dortmundczyków podałam do nadbiegającego Walcott'a. Po chwili piłka zniknęła. Lewy dryblował ją między nogami i wolno zmierzał w stronę Szczęsnego, jakby chciał, żebym go dogoniła.
  Zbliżyłam się i zaczęliśmy się kiwać. Byłam zła.
-Czemu nie wystawili cię w pierwszej połowie?-zakpił.
-Zemdlałam na twój widok-odpowiedziałam wkurzona.
  Chwilę bawiłam się piłką, ale on nie zamierzał się poddać. Wykorzystał to, że na chwilę uciekła mi na bok i już był w jej posiadaniu.
  Przypomniał mi się mecz Legii i to co działo się potem. Kiedy tak samo jak tu, kiwałam się z nim. Nasz taniec. Ani on nie jest górą, ani ja.
  Inni zawodnicy tylko stali i się nam przyglądali, nikt nie śmiał nam tego przerwać, to była walka tylko między mną a nim.
  Wenger'owi w końcu puściły nerwy i krzyknął głośno.
-MAGDA, KURWA, SKOŃCZ TEN EROTYCZNY TANIEC I WEŹ SIĘ  ZA GRĘ!-na stadionie wybuchły śmiechy.
-Erotyczny taniec? Teraz to się tak nazywa?-zapytał Robert, po raz kolejny pozbawiając mnie piłki.
    Na chwilę.
-O co ci chodzi?-zapytałam, próbując cofnąć się w stronę bramiki Weiderfellera.
-Chyba o co tobie chodzi?-usłyszałam nutę goryczy w jego głosie-nawet nie zadzwoniłaś, po tym jak Anka mnie oszukała...
-Za to ty przyjechałeś, żeby mi oświadczyć, że to przeze mnie...
  Walka robiła się coraz bardziej zacięta...
-Zignorowałaś mnie... Nie pozwoliłaś mi wytłumaczyć, po prostu wyjechałaś z Niemiec.. dzwoniłem...
-Czyli to ja urwałam kontakt?-warknęłam-może to moja... dziewczyna udawała,... że jest... w ciąży.. i może... sama pchałam się... do twojego.. łóżka?!
  Milczał.
-Może to ja zachowałam się jak dupek?!
  Starałam się powstrzymać łzy napływającce mi do oczu.
-A wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze?-zapytałam, drżącym głosem-że ja dalej kocham tego dupka...
  Nagle się zatrzymał. Ja z piłką stanęłam kilka metrów od niego. Spojrzałam w jego stronę. Nie poruszał się, wyglądał jakby przed chwilą dostałw twarz.
  Nikt nie podbiegł, żeby odebrać mi piłkę, która zwyczajenie leżała porzucona  na trawie.
  Wszyscy zamarli wpatrując się w naszą dwójkę.
-Czemu wcześniej mi nie powiedziałaś?-zapytał z niedowierzaniem.
-Cały czas w Dortmundzie... spędzałam w twojej obecności...-wychlipiałam-5 minut nie mogłam bez ciebie... myślałam... ty też mnie potrzebowałaeś... ja myślałam, że ty też... ale... nagle...-rozpłakałam się i słowa nie chciały przejść mi przez gradło. Łzy kapały mi po policzkach na czerwoną koszulkę.
  Odwróciłam się od niego i szybko je otarłam. Wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić-powinnam wiedzieć-mówiłam ciszej, a głos nadal mi drżał-że ja nie mam szans....-przerwałam i znów wzięłam głęboki oddech, zaciskając usta.
-Weź piłkę...-powiedział spuszczając głowę-mecz trwa...
   Miał racje. Otarłam nos ręką i powli podeszłam do leżącej na ziemi piłki. Bez pośpiechu ruszyłam w stronę bramki. Żaden obrońca nie wyszedł mi na spotkanie. Wszyscy odwracali głowy, pozwalając mi przejść spokojnie. Na stadionie panowała zupełna cisza. Stanęłam kilka metrów od Weidenfellera. Stał z opuszczonymi rękami. Strzeliłam od niechcenia i piłka podręcznikowo znalazła się w bramce. Bramkarz nawet się nie poruszył.
   Żanego wiwatu, gwizdu, okrzyku. Cisza.
  Spóściłam głowę i skierowałam się do wyjścia. Ledwo przeszłam kilka kroków odezwał się gwizdek oznajmiający koniec meczu. Nikt się nie poruszył. Odwróciłam głowę. Robert nadal stał na środku boiska ze spuszczoną głową.

  Pobiegłam korytarzem i otworzyłam drzwi łaznieki. Oparłam się rękami o zlew i zaczęłam płakać.

******************************************************************
******************************************************************

    Karolina widziała jak Lewy i Magda się kłócą. Siedziała obok Anki, która głośno wyraziła swoje niezadowlonie z powodu zatrzymywania gry.
   Najwyraźniej nie podobało się jej, że Lewy i Magda byli tak blikso siebie. Kiedy nagle przerwali grę, Karolina przecisnęła się pomiędzy krzesełakami i ruszyła w dół. Podejrzeała, że po wszystkim będzie potrzebowała przyjaciółki.

  Widziała dokładnie jak Magda strzela i rusza w kierunku łazienki.
-Wszystko ok?-zapytała Karolina i weszła za nią.
-Daj mi spokój, weź wyjdź-porosiła ją łamiącym się głosem przyjaciółka.
-Musisz tam wrócić... Jeszcze zdjęcia...-zaczęła, Karolina podchodząc bliżej.
-Patrz jak wyglądam... A czuję się jeszcze gorzej...
  Karolina westchnęła i wyciągnęła podręczną kosmetyczkę.
-Mamy 5 minut...-mruknęła.


**********************************************************************
**********************************************************************

  Nie chiałam tam wracać, ale Szczęsny przyszedł pod drzwi łaznieki i zaczął mnie pociszać. Później mi groził, a na końcu błagał, żebym już bardziej nie wkurzała trenera.
-Już-powiedziała Karolina i puściła mnie przodem.
-Wow-wyrywało się Wojtkowi-wyglądasz lepiej niż przed meczem...
-A ty dalej wygladasz jak debil-powiedziałam wymijając go.
  Wyszłam na boisko. Ludzie na tybunach ciągle czkali.
   Ze spuszczoną głową podeszłam do reszty drużyny. Zdjęcia przeważnie robiono przed meczem, ale tym razem fotgraf się spóźnił i podjęto decyzję o przenieśnieu ich na po meczu.
   Po naszej prawej stronie chłopaki z BVB też ustwiali sie do zdjęcia. Fotograf przyjechał z klegą, lol.
   Stanęłam obok Podolskiego, który objął mnie ramieniem i uśmiechnął się.
   Psrtyk, pstryk.
  Zdjęcia skończyły się prawie w tym samym momenicie. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Ja nadal stałam w tym samym miejscu. Spojrzałam w bok. Robert także się nie poruszył.
  Wokół biegali sędziowie, trener krzyczał, piłakrze wymielniali się koszulkami, a my staliśmy naprzeciwko siebie i nic nas nie interesowało.


******************************************************************

  Przeszłam kilka kroków do przodu. Nieśmiało. On także się poruszył i po chwili już byłam w jego ramionach. Objęłam go w pasie nogami.

  Nasze usta się spotkały...
  Pierwsze krople wrześnowego deszczu spadły na zmienię.

  Wszyscy chowali się pod dachem, uciekali przed zimnem, tylko my dwoje...
  Nareszcie razem...

****************************************************************


 UFFFF, NARESZCIE KOLEJNY ROZDZIAŁ :D NIEŹLE SIĘ JUŻ WKRĘCIŁAM W TO PISANIE, DZIĘKJĘ ZA WSZYSTKIE MIŁE SŁOWA... I ZA TO, ŻE UCZYCIE SIĘ JUŻ NA PAMIĘĆ POCZĄTKÓW ROZDZAŁÓW... HAHAHAHA JESTEŚCIE ZAJEBISTE DZIEWCZYNY HAHHAA :D  JUŻ NIEDŁUGO KLEJNY ROZDZIAŁ,

CAŁUSKI :*

8 komentarzy:

  1. Podobami się ♥info o nastepnych rozdziaach na twittze @Quiddichbitch
    littlehermiona.blogspot.com skusiłabys sie zeby przeczytac i zostawic kom ♥ To dla mnie bardzo wazne ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję <33 baaardzo mi się podoba Twój blog <333

      Usuń
  2. Ooo jakie słodkie zakończanie... czekam na następne, tymczasem nowy u mnie
    http://m-i-marianna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję <333 awwww <33 idę czytać Twojego bloga :** i oczywiście skomentuje <33

      Usuń
  3. oł gaszz ale się dzieje! Całuskii

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam wracać do wcześniejszych rozdziałów! :******

    OdpowiedzUsuń