Jedyną łącznością ze światem była Karolina. Przychodziła codziennie, robiła zakupy, przynosiła obiady i wmuszała we mnie jedzenie.
-Kiedy wracasz?-zapytała jednego popołudnia. Siedziałyśmy w bardzo czystym salonie. Posprzątałam cały dom bardzo konsekwentnie.
-Wracam gdzie?-spojrzałam na nią z niepokojem zatrzymując łyżkę z zupą w połowie drogi do ust.
-No... do szkoły...
-Aaa...-powiedziałam, odkładając talerz na bok i wzdychając.
-No to może w poniedziałek?-podsunęła delikatnie, wstając i zabierając talerz do zlewu.
-W poniedziałek?! Przecież dzisiaj jest piątek... Nie, nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomy...-zaczęłam, ale przerwała mi.
-Musisz się czymś zająć. To ci pomoże-dodała łagodnie.
Karolina namówiła mnie i w poniedziałek rano już maszerowałam do szkoły. Było to tydzień przed świętami i w parku kilku mężczyzn montowało światełka. Ludzie spieszyli w różne strony, zasłaniając się od śniegu.
-To nie ma sensu-mruknęłam w swój szalik, chociaż cieszyłam się, że w końcu zrobię coś innego niż siedzenie w domu.
-Magda, weź się już zamknij-powiedziała wesoło Karolina i rozejrzała się wokoło z uśmiechem.Mężczyźni montujący światełko odpowiedzieli jej uśmiechami i gwizdami.
Weszłyśmy do szatni. Nasz boks był prawie na końcu korytarza. Kolejno każda klasa milkła, kiedy ją mijałam. Kiedy stanęłam przed naszą, wszystkie głowy podniosły się do góry. W tyle już słyszałam podniecone szepty. Chrząknęłam.
-Wojtek, czy ty się uczysz WOSu?!-zapytałam szczerze zaskoczona, patrząc na matoła klasowego.
-E, nie... Gabrysia kazała mi to potrzymać-odpowiedział, odkładając podręcznik na ławkę.
-Już myślałam...-powiedziałam z czymś na kształt uśmiechu-...Gabrysia...?
-Tak?-zapytała trochę przestraszona.
-Po co ci podręcznik z WOSu w poniedziałek, przecież...
-WOS jest w środę-dokończył zaskoczony Karol. Wybuchnęliśmy śmiechem.
*****************************************************************************
Kolejne tygodnie zleciały mi szybko. Gwiazdkę spędziłam u cioci w sztucznej atmosferze świąt,a sylwestra w domu, z herbatą i piłką.
Znalazłam ją pod krzesłem w moim pokoju podczas porządków. Kidy wróciłam z cmentarza ciocia chciała wydusić ze mnie gdzie byłam. Wybiegłam na górę, nie odpowiadając jej. Chciałam zedrzeć wszystkie plakaty ze ścian, a na półkach zostawić tylko książki... Pamiętam jak wpadłam na górę, do mojego pokoju, zatrzaskując drzwi. Rozejrzałam się i skoczyłam do kąta, gdzie stało krzesło służące mi na szafkę nocną... Było tam pudełko po butach i moja rakieta do tenisa... Kiedy ją wyciągnęłam, piłka powoli wytoczyła się z cienia... Złapałam ja i cisnęłam przez pokój, ale odbiła się od biurka i wróciła...
Dużo czasu spędziłam oglądając mecze. Myślałam jak wykiwać poszczególnych zawodników. Ćwiczyłam w domu. Szukałam swoich potencjalnych słabych punktów. Po szkole przychodziłam, odrabiałam lekcje i do 3 nad ranem uczyłam się grać. Nie zrażałam się tym, że czasem mi nie wychodziło.
Przyszła wiosna. Zaczęłam wychodzić na podwórko, a później na Orlik, gdzie pewnego dnia natrafiłam na kuzyna Mateusza, który grał z kolegą.
-O Magda...-powiedział zaskoczony. Szybko jednak się zreflektował- zagrasz z nami?
-Chętnie-opowiedziałam, odrzucając na bok moją piłkę i odkopując podanie do Patryka.Graliśmy chyba 3 godziny.
Od tamtej pory codziennie spotykaliśmy się i nawet pozwolono mi grać mecze z seniorami. Byłam coraz lepsza.
****************************************************************************
Zbliżały się wakacje. Grałam lepiej od Mateusza i Patryka i całej drużyny seniorów razem wziętej.Wybrałam swoje ulubione klub, którym kibicowałam.Borussia Dortmund w Bundeslidze i Arsenal Londyn w Premier League.
-A komu będziesz kibicować jak będą grali przeciwko sobie?- zapytał kpiąco Mateusz, kiedy mu o tym powiedziałam.
-Przynajmniej jedna moja ulubiona drużyna wygra-odgryzłam się.
-A ulubiony sportowiec?-zapytał przebiegle. Dostrzegł, że się rumienię-no kto?
-Robert Lewandowski-opowiedziałam poważnie
-No... Jestem pod wrażeniem...-powiedział udając powagę i wybuchną śmiechem, kiedy rzuciłam w niego piłką.
Plakat Lewego szybko zawisł nad moim łóżkiem i co rano witał mnie uśmiechem.
**************************************************************************
Kilka dni przed zakończeniem roku szkolnego zadzwoniła Ciocia z Warszawy z pytaniem, czy chciałabym spędzić u nich wakacje. Szybko się zgodziłam. Czułam się lepiej, ale potrzebowałam odcięcia się od tej przykrej historii. Szkoda było mi zostawić Karolinę, ale to naszego rozstania jeszcze wrócę...
Plan był taki, że po wakacjach pójdę do liceum w stolicy. Spakowałam się, więzłam świadectwo i piłkę, zostawiając moje poprzednie życie za sobą.
****************************************************************************
*WARSZAWA*
Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi frontowych. Siedziałam z ciocią w kuchni. Wujek wrócił wcześniej niż zwykle. Wszedł do kuchni i przywitał się z ciocią i zwrócił się do mnie:
-Magda, słyszałaś już?
-Co?-zapytałam, nie podnosząc wzroku znad obieranej marchewki.
-BVB ma grać w niedzielę przeciwko Legi-odpowiedział obojętnie, podchodząc do kuchenki na której gotowała się zupa.
Siedziałam chwilę odrywając zepsuty kawałek marchewki. "BVB... Legia.... niedziela... mecz". Powoli zaczynało do mnie docierać.
Brawo Magda, zawsze byłaś niezwykle inteligentna.
-BVB.. ZAGRA... TUTAJ?!-wstałam odrzucając marchewkę do miski.
-Z tego co słyszałem to na stadionie-powiedział wujek uśmiechając się do cioci.
-O BOŻE, O BOŻE, O BOŻE...- zaczęłam chodzić po kuchni wymachując rękami. Niemożliwe. A jednak...
-STOP-powiedziałam nagle się zatrzymując-taki noł lajf jak ja nie dostanie biletu...
Wujek tylko się uśmiechną.
-Widzisz dziecko-prychnęłam na to określenie, na co wujek uśmiechnął się jeszcze szerzej- mam tu 3 miejscówki. Dostałem je od...- do dzisiaj nie wiem od kogo wujek dostał te miejscówki. Zaczęłam piszczeć z radości.
-OCH, DZIĘKUJĘ... DZIĘKUJĘ... DZIĘKUJĘ!!- przytuliłam wujostwo i wybiegłam w kuchni by w drodze do swojego pokoju odtańczyć dziki taniec radości.
-Kochanie?- zapytała ciocia wujka-co to znaczy "noł lajf"?
-Nieważne... oskrobie marchewkę- odpowiedział wujek, nadal się uśmiechając.
**************************************************************************
-Jadałaś śniadanie?-zapytała ciocia. Była niedziela.Siedzieliśmy w samochodzie.
-Eeee, tak-skłamałam.
Magda, jesteś największą niewdzięcznicą na świecie. Ciocia się o ciebie martwi, a ty kłamiesz w żywe oczy.
-Najpierw kościół, później wpadniemy na 5 minut do domu, złapiemy szaliki i na stadion!-powiedział wujek wyjeżdżając z garażu.
-Będziesz kibicować Legii?-zapytałam z pogardą.
-Oczywiście!-odpowiedział, na co parsknęłam śmiechem.
***************************************************************************
Do kościoła przyjechaliśmy, jak zwykle, spóźnieni. Ciocia z wujkiem znaleźli sobie miejsce w bocznej kaplicy. Ja zostałam z tyłu, opierając się o ścianę. Było duszno. Wszystkie ławki były zapełnione, a za mną i przede mną ustawiali się młodzi ludzie i turyści.
Zaczęła mnie boleć głowa, śpiew organisty przyprawiał mnie o mdłości, a do tego zapach potu... Kołnierzyk uciskał mnie w szyję. Było mi gorąco. Przed oczami zaczęły pojawiać się ciemne plamki. Podtrzymując się ściany, powoli odwróciłam głowę, żeby zobaczyć którędy najłatwiej byłoby wyjść. Kościół zawirował. Wszystkie kolory i kształty były zbyt intensywne i rozmazane. Zobaczyłam,że główne drzwi były otwarte na oścież, lecz przejście było zablokowane.
Jak zemdleje, to na pewno nie zabiorą mnie na mecz. Z trudem obróciłam się jeszcze raz. Kilka kroków za mną, znajdowała się boczna kaplica. Mogło to być wyjście, albo jakaś krypta.
Kolana się pode mną uginały. Tuż za mną stał młody mężczyzna, który z niepokojem mi się przyglądał.
-Przepraszam...-szepnęłam cofając się chwiejnie i podnosząc oczy, bo okazał się być wyższy- czy tamtędy można wyjść?-zapytałam wskazując na drzwi za nim.
-Tak-odpowiedział i widząc, że praktycznie mdleję złapał mnie za rękę i powoli wyprowadził na zewnątrz.
Wokół kościoła, na chodniku poustawiane były ławki. Usiedliśmy na jednej, w cieniu wielkiej sosny. Był bezwietrzny, upalny dzień. Słońce odbijało się od gotyckich okien kościółka. W powietrzu unosił się zapach kwiatów. Dzieci biegały wokół krzaczków i wybierały ozdobne kamyczki, a ich matki spoglądały surowym wzrokiem to na pociechy, to na mężów.
-Dziękuję-powiedziałam, odchylając głowę do tyłu i oddychając głęboko- Gdyby nie ty...
-Spoko- mruknął-dalej jesteś blada...-powiedział, dotykając mojego policzka. Po chwili, cofnął rękę, uświadomił sobie, że się nie znamy.
Przyjrzałam mu się. Był modnie ubrany. Tak po luzacku. Kolorowy T-shirt i przedarte jeansy przykrywały wysportowane ciało. Ciemne okulary, które założył zaraz po wyjściu z kościoła, zasłaniały bystre, niebieskie oczy. Brązowe krótkie włosy wyglądały na zmierzwione. Był bardzo przystojny.
Szybko odwróciłam wzrok, zdając sobie sprawę, że od dłuższego czasu mu się przypatruję.
-Jesteś z kimś? Może powinnaś im powiedzieć, że...-zaczął
-NIE!!-prawie krzyknęłam, na co kilka matek podniosło wzrok. Mój towarzysz uniósł brew z wyrazem lekkiego rozbawienia- ee to znaczy, nie-powiedziałam ciszej-bo nie pozwolą mi iść na mecz...
-Jaki mecz?-zapytał z uśmiechem. Wygonie rozłożył się na ławce.
-BVB przeciw Legii-odpowiedziałam twardo.
-Komu kibicujesz?-zauważyłam, że kiedy się uśmiechał na jego twarzy pojawiały się słodkie dołeczki.
-Oho! Pewnie jesteś typowym Warszawiakiem-parsknął śmiechem, a jego oczy cudownie błyszczały znad ciemnych okularów-... i kibicujesz Legii, ale ja...-usiadłam prosto, zakładając nogę za nogę i odrzucając włosy do tyłu-...kibicuje BVB.
-Który zawodnik, jest twoim zdaniem najlepszy?-zapytał z chytrym uśmieszkiem.
-Robert... Robert Lewandowski...- powiedziałam, przez chwilę przyglądała się dzieciom bawiącym kamyczkami.
-Ale dlaczego?-zapytał. Spojrzałam na niego. Przyglądał mi się ciekawie.
-No wiesz....-westchnęłam. Opowiedziałam mu o mojej przygodzie z piłką, starannie omijając kwestie rodziców. Moja historia mieszała się ze słowami księdza głoszącego kazanie. Mój towarzysz co jakiś czas zadawał pytania lub przytakiwał. Z przyjemnością patrzyłam w jego niebieskie oczy, kiedy okulary na chwilę zjeżdżały mu z nosa . Kiedy skończyłam, zaczęłam bawić się bransoletką. Po chwili milczenia zapytał:
-A co na to twoi rodzice?- mimowolnie głośno zaczerpnęłam powietrza-jeżeli nie chcesz mówić to...
-Moi rodzice... moja... moja rodzina-głos uwiązł mi w gardle-... mieli wypadek-zakończyłam. Zacisnęłam ręce w pięści.
Nie drążył tematu i byłam mu za to wdzięczna.
-Jak myślisz, kto dzisiaj wygra?-zapytał
-BVB-odparłam bez wahania. Wybuchnął śmiechem.
Msza szybko minęła. Wstaliśmy z naszej ławki i ruszyliśmy jako jedni z pierwszych na parking. Byłam tak w niego zapatrzona, że nie zauważyłam nagłego poruszenia między samochodami.
-Eee, no to cześć-powiedziałam, splatając ręce i przestępując z nogi na nogę.
-Miło było cię poznać-powiedział i podał mi rękę. Uśmiechnęłam się promiennie. Odwróciłam się w stronę kościoła i wyglądałam cioci i wuja, gdy nagle do mnie dotarło... Nawet nie zapytałam go o imię!
BRAWO MAGDA, OKLASKI NA STOJĄCO, MASZ ZA TO NAGRODĘ NAJWIĘKSZEJ IDIOTKI NA ŚWIECIE. GRATULACJE!!! MAGDA NA PREZYDENTA!!!
Kiedy spojrzałam w stronę bramy dostrzegłam, że także się odwrócił ze zmieszaną miną.
-Magda!-krzyknęłam w jego stronę nim otoczył mnie tłum rozgadanych i spoconych wiernych. Uśmiechną się i już otwierał usta, żeby odpowiedzieć, gdy nagle postacie stojące wcześniej na parkingu rzuciły się w jego stronę z aparatami.
-PANIE ROBERCIE...-krzyknął gruby mężczyzna, w koszuli w kratkę. Jego czerwona twarz wystawała za ogromnego, czarnego aparatu, który błyskał oślepiająco- CZY BVB PORADZI SOBIE Z LEGIĄ?!
-HEJ! LEWY JAK NASTRÓJ PRZED DZISIEJSZYM MECZEM?!-zawołał ktoś inny.
Zamarłam. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie możliwe....
Robert popatrzył na fotoreporterów z pewną konsternacją. Nie odpowiadając na ich pytania, podszedł do mnie
-Przyjdź na mecz-powiedział szybko spoglądając na mnie tymi niebieskimi oczami-wtedy porozmawiamy-musiałam mieć naprawdę głupią minę, bo uśmiechnął się słodko i poklepał po ramieniu. Po chwili już zniknął w tłumie.
Tak poznałam Roberta Lewandowskiego.
****************************************************************************
-Madzia, czemu masz taką dziwną minę?-zapytał wujek, spoglądając troskliwie w moje odbicie, w lusterku.
NO ZASTANÓWMY SIĘ. MOŻE DLATEGO, ŻE ZROBIŁAM Z SIEBIE IDIOTKĘ?! MOŻE DLATEGO, ŻE NIBY JESTEM WIELKĄ FANKĄ A NIE POZNAŁAM MOJEGO IDOLA...Magda nie bądź dla siebie taka surowa, takie rzeczy się zdarzają... ZDARZAJĄ? PRZYKŁAD! PROSZĘ PODAĆ JEDEN PRZYKŁAD...No dobra jesteś idiotką.
-Nic takiego-odpowiedziałam.
W domu przebrała się szybko w przygotowany wcześniej zestaw. Do dużej torby cioci zapakowałam miętowe conversy.
Przejrzałam się w lustrze. Dobrze Magda, wszystko w porządku. Chwyciłam żółty szalik i wyszłam z pokoju.
*****************************************************************************
Stadion powoli się zapełniał. Nasze miejsca były dokładnie na środku. Słońce padało na rzędy krzesełek na przeciwko nas.
-Wszystko w porządku?-zapytała ciocia patrząc na mnie z boku. Właśnie w tej chwili przekonywałam samą siebie, żeby się nie ze rzygać.
-Och, tak-odchrząknęłam-po prostu nie mogę się doczekać...-czego się nie mogę doczekać? Meczu czy Lewego?
-Rozpoczynamy mecz-rozległ się w głośnikach męski głos. Nie słuchałam co mówił później, bo na murawę wkroczyli piłkarze. Dortmund jak zwykle w żółtych strojach, Legia w białych na widok których, kilu kibiców zaryczało.
Piłka poszła w ruch. Już w 4. minucie Lewy zdobył wspaniałą bramkę. Jak się pokazało przesądziła ona wynik meczu.
W trakcie trwania gry dużo o krzyczałam i wujek zaczął się obawiać, że dostaniemy od szalikowców.
Podczas przerwy podeszli do mnie dwa osiłki z szalikami Legii.
-Pięknie kibicujesz-powiedział jeden
-Szkoda, że nie Legii -dodał drugi-ale oby takich szczerych kibiców jak ty było coraz więcej...-I odeszli, a ja z wyrazem kompletnego ogłupienia spoglądałam jak schodzą po schodach dziwnie kołysząc ramionami.
Mecz zakończył się.
No to po wszystkim Magda, zapomniał o tobie. Smuto ci? I bardzo dobrze....
Ciocia zaczęła już schodzić do wyjścia.
-A jak będą autografy? -zatrzymał ją wujek- może by tak Magda wzięła sobie na pamiąt...
-PROSZĘ WSZYSTKICH O UWAGĘ!-zabrzmiał w głośnikach męski głos, który zapowiadał rozpoczęcie się meczu- MAM DO NADANIA BARDZO CIEKAWY KOMUNIKAT-w głośniku rozległ się śmiech-ROBERT LEWANDOWSKI...-zamarłam-...PROSI MAGDĘ O PODEJŚCIE DO BARIERKI!
-Ciociu daj mi trampki-rozkazałam
-Ale...
-Daj... Później wam wytłumaczę...
Zaczęłam zbiegać po dwa stopnie w dół. Okazało się, że nie tylko ja. Kilku osobowa grupa rozchichotanych nastolatek wręcz mdlała opierając się o barierki i wystawiając przez nie swoje kolorowe szpony.
-TO JA! TO MNIE WOŁAŁ!-wydzierała się jakaś blondynka z za dużym dekoltem.
Robert stał w bezpiecznej odległości, zmieszany całą tą sytuacją. W końcu nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnął się do mnie i kiwną głową. Zeszłam z dwóch ostatnich stopni i przecisnęłam się przez tłum.
-Dasz radę?-zapytał, wskazując na barierkę.
-Jasne-odpowiedziałam. Jedna z dziewczyn złapała mnie za bluzkę, ale szybko została odciągnięta przez młodego policjanta. Z gracją wylądowałam na zielonej murawie i spojrzałam na niego pytająco.
-Wspomniałaś coś, że grasz w piłkę...-powiedział z zawadiackim uśmieszkiem dryblując piłką między nogami- mam nadzieję, że wychodzi ci to lepiej niż rozpoznawanie swoich ulubionych piłkarzy...
-Uważaj staruszku...-mruknęłam przybliżając się. W jednej chwili piłka znalazła się w moim posiadaniu.
-Staruszku? Niedoczekanie...
Kiedy ja przebierałam buty, Robert poprosił Weidenfellera żeby jeszcze przez moment bronił bramki. Przeszliśmy na środek.
-Możesz zaczynać-powiedział Lewy i zanim skończył byłam już pod niemiecką bramką. Strzeliłam i....
Na trybunach rozległy się głośne owacje. Ludzie, którzy na początku zaczęli się rozchodzić, wrócili na swoje miejsca i z zainteresowaniem przyglądali się naszej zabawie.
Szybko okazało się, że dwa słupki, które dla piłkarzy Legii były czymś niedostępnym, dla mnie były igraszką.
Bramkarz pogratulował mi po niemiecku zręczności i zmęczony ruszył w stronę ławki rezerwowych skąd czujnie obserwował nas cały zespół z Jugenem Kloppem na czele.
Zaczęłam się kiwać z Robertem. Nie byłam lepsza, ale utrzymywałam się przy piłce tyle samo czasy co on. Wyglądało to jak jakiś zaczarowany taniec. W końcu Lewy podbił piłkę i złapał ją w ręce.
-Dobra jesteś-powiedział ze śmiechem.
Podszedł do nas trener Dortmundu. Mówił bardzo szybko po niemiecku do Roberta, nie dałam rady nic z tego wyłapać.
-On proponuje ci miejsce w drużynie-powiedział po chwili zaskoczony- będziesz mogła grać w BVB- dodał po chwili z radością.
-Co muszę zrobić?-zapytałam.
-Przeprowadzić się do Niemiec...
*****************************************************************************************************************************
Ciocia i wujek długo nic nie mówili. Siedziałam w salonie obok Roberta i Kloppa, którzy opowiedzieli o planach jakie ze mną wiążą.
W końcu wujek podniósł na mnie wzrok.
-Magda, chcesz tego?-zapytał z napięciem
-Tak.
-Co by powiedziała na to twoja mama?-westchną, przypominając sobie ulubioną kuzynkę i pocierając zmęczoną twarz rękami
-Moja mama nie żyje-przypomniałam szorstko-ale, chciałaby, żebym się rozwijała...-dodałam ciszej
-Niczego nie możemy ci zabronić-powiedziała sztywno ciocia
-Mogłabym uciec, zostawić was nic nie mówiąc, ale ja chcę waszego poparcia, waszej zgody i pomocy- rzekłam.
Po chwili milczenia wujek powiedział:
-Dobrze... Chyba zwariowałem, ale... zgadzam się...
******************************************************************************************************************************
I takim sposobem przeprowadziłam się do Niemiec z miejscem w jednej z najbardziej prestiżowej drużynie w Europie.
*****************************************************************************************************************************
PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO MUSIELIŚCIE CZEKAĆ NA PIERWSZY ROZDZIAŁ. MIAŁAM DUŻO NA GŁOWIE I JESZCZE ZACHOROWAŁAM :/ BĘDĘ STARAŁA SIĘ TO NADROBIĆ, BO MAM WAM TYLE DO OPOWIEDZENIA :P PROSZĘ KOMENTUJCIE. NASTĘPNE ROZDZIAŁY BĘDĄ CIEKAWSZE, OBIECUJE.DO NAPISANIA KOCHANIE I DZIĘKUJĘ, ŻE TO CZYTASZ <3
POWIEDZ MI CO O TYM MYŚLISZ :)










jest świetnie, naprawdę. <3 dodaj szybko 2 rozdział! :D
OdpowiedzUsuńdziękuję <33 już nie długo :**
Usuńsuper się zapowiada :***
OdpowiedzUsuńawww :* dziękuję <333
UsuńDziewczyno! ten blog jest świetny!
OdpowiedzUsuńjeeej, dziękuję <3 czytać takie komentarze to prawdziwa przyjemność <333
UsuńMam nadzieję, że nie braknie ci weny, bo to jest cudowne! Kocham :***
OdpowiedzUsuńMAM PLAN NA KOLEJNE ROZDZIAŁY, ALE CIIII :D buziaki :****
Usuń